wiosenno-letnia przerwa

Kwiecień 6, 2010 4 uwag

Niezależnie od tego czy jest się w Polsce czy na Tajwanie przerwa na początku kwietnia każdemu się należy. Korzystając z okazji postanowiłam wybrać się na 4 dni do Kenting miasteczka położonego na południowym krańcu Tajwanu, które na kilka dni zamieniło się w festiwalową wioskę. Wiosenna przerwa w letnią pogodę tego nam było trzeba. Przerwa ta była zbawieniem szczególnie po dość udanym weekendzie oraz pracowitym środku tygodnia. Zacznę więc od początku.

IMPREZOWO

Niestety planowanej półrocznej abstynencji nie udało się dotrzymać a to za sprawą rozrastającej się liczby kontaktów towarzyskich (niestety w większości poza azjatyckich) co spowodowało, że na 72 godziny zapomniałam, że jestem na Tajwanie. Piątkowa impreza latynoska zakończyła się o 9 rano na wspólnym międzynarodowym śniadaniu i po kilku godzinach spania poszliśmy na “obiad”.

Po ciężkim łikendzie nastał okres pierwszych kolokwiów. Na pierwszy ogień poszedł język chiński gdzie pod 98% (chiński dziobak) pojawił się napis “hen hao” co w mniej więcej oznacza “bardzo dobrze” oraz… uśmiech taki z oczkami i ustami “:)” (to tak a propos infantylnej postawy tajwanczyków w tym nauczycieli). Po zaliczeniu jeszcze jednego kolokwium postanowiliśmy uczcić nadejście przerwy wiosennej…. filmem. Nasz film zakończył się nad jeziorem położonym na naszym kampusie gdzie przy akompaniamencie gitary śpiewaliśmy na parę głosów “Panie Janie” (w różnych językach).

WEEKEND

W piątek rano wraz z dwoma Polakami i Szwajcarem udaliśmy się na długi weekend na południe Tajwanu. Po kilku godzinnej jeździe autobusem dotarliśmy do Kaosiung miejsca ostatniej przesiadki gdzie miała do nas dołączyć znajoma Tajwanka. W tak zwanym międzyczasie atakowali nas miejscowi oferując przewóz w tej samej cenie co autobus. Grzechem było więc nie skorzystać. Wiedzieliśmy, że będzie szybko ale nie aż tak. Trasę 3 godzinną zrobił w 2 godziny czym dostarczył nam nie lada wrażeń szczególnie, że większość trasy jechał na pasie dla skuterów (gdzie według naszej oceny na pewno się nie zmieści) bądź poboczo-chodnikiem. Według naszych szacunków parę kilometrów zrobiliśmy również offroadem (coś między trawnikiem a piaskiem). Pan taksówkarz nie znał żadnych zasad obowiązujących na drodze a ponadto był prawdopodobnie daltonistą bo ciągle mu się wydawało, że to nie czerwone tylko ciemnopomarańczowe światło:P Po przyjeździe na pole namiotowe zostaliśmy przywitani głosem z megafonu mówiącym, że niestety biali przyjechali co mimo słabej znajomości chińskiego zrozumieliśmy bez problemu. Nie zniechęciło to nas jednak do rozbicia namiotu pod palmą. Wymyśliliśmy więc grę, że za każdym razem jak usłyszymy głos z megafonu musimy usiąść (lub kucnąć jeżeli podłoże nie jest odpowiednie) nie mogliśmy też mówić innym czemu tak robimy.  Po rozbiciu obozowiska udaliśmy się do miasta wypożyczyć skutery. Cena trochę nas odstraszyła w związku z tym postanowiliśmy się nieco ścisnąć na jednym skuterze pojechali chłopcy (2osoby) na drugim dziewczynki (ilości sztuk 3). Mi przypadło zaszczytne miejsce w drugim rzędzie:P Baliśmy się, że tym samym wzbudzimy zainteresowanie panów w niebieskich mundurach jednak co ciekawa oni jako jedyni udawali, że nas nie widzą. Wieczorem camping był pełen a połowa jak się okazało to nasi znajomi:)

Kąpiele w morzu, kilku godzinny spacer po parku narodowym z pięknymi widokami to tylko kilka atrakcji przewidzianych na sobotę. Gwoździem programu miał być koncert muzyki elektronicznej, na który udaliśmy się na skuterach (oddalony o jakieś 20 km), który w dalszej części programu posłużył nam za magazyn napoi wyskokowych. Po rozgoszczeniu się na murku koło skrzyżowania, na którym ruchem kierował policjant rozpoczęliśmy naszą grę, która polegała na tym, że gdy usłyszymy gwizdek każdy musi wypić łyka swojego “napoju”. Musze przyznać, że nie zdawałam sobie sprawy z tego, że policjanci gwiżdżą tak ekspresyjnie co tylko wywołało u nas kupę śmiechu i mimo dużej ilości alkoholu przyśpieszyło nasz biforek. Koncert był ok europejscy dj’e więc nie do końca to co chciałam zobaczyć. Jednak kto szuka nie błądzi i tak na terenie festivalu znaleźliśmy darmową trampolinę, którą nie omieszkaliśmy okupować przez dość długi czas. Jednym słowem było git. Zmęczeni i głodni poranne gastro postanowiliśmy załatwić ośmiornicą z grilla co udało nam się w 100%. Niedzielny poranek do najlżejszych nie należał. i Szybko jednak doprowadziliśmy się do formy i poszliśmy popływać. Na mieście tłumy, w jadłodajniach tłumy, na plaży tłumy typowe miasteczko festiwalowe. Część osób pojechała po skutery gdzie nieopatrznie policjanci zaglądnęli to bagażnika wypełnionego butelkami i puszkami z poprzedniego wieczora. Jednak po kilku nieudanych próbach widocznie doszli do wniosku, że 2 osoby nie mogły wypić tyle alkoholu:P Ja wraz z kilkunastoma znajomymi udałam się na plażę gdzie spędziliśmy po południe. Nikomu nie chciało się iść do sklepu w związku z tym sklep przychodził do nas:P Jakie było moje zaskoczenie gdy sprzedawcy w firmowych strojach z jednego z pobliskich supermarketów zbierali zamówienia na plaży i dostarczali zamówione zakupy w przeciągu kilku minut. Grzechem więc było nie skorzystać…. Wieczór zakończyliśmy imprezą na plaży gdzie cały czas puszczali sztuczne ognie. Niesamowite widoki przez parę godzin i długie rozmowy do rana jednym słowem cudo!

To tyle w telegraficznym skrócie dołączam link do zdjęć z wycieczki: http://picasaweb.google.com/agata.maj/Kenting02#

To są zdjęcia tylko z dwóch dni pozostałe dodam jutro do albumu. Reszta zdjęć w kolejnych odcinku “Co MAJą na Tajwanie”.

PS: Wszystkie piwa azjatyckie: japońskie, koreańskie, tajwanskie, singapurskie smakują tak samo

PPS: W Szwajcarii ludzi masowa “wypisują się” z kościoła katolickiego ponieważ pozostanie “w wierze” łączy się ze ściąganiem z pensji kwoty wynoszącej kilka set złotych rocznie.

Kategorie:Kenting

Jedziemy na wycieczkę bierzemy misia w teczkę.

Marzec 25, 2010 3 uwag

WYCIECZKA (NIESTETY BEZ MISIA)

W niedzielę skoro świt wraz z 40 osobową grupą udaliśmy się na wycieczkę do “Aborygeńskiej wioski” położonej mniej więcej w centralnej części Tajwanu. Dobrzy, że moje oczekiwania w stosunku do miejsc, które zwiedzam są dość elastyczne w związku z tym nie przeszkadzało mi fakt, że owa wioska okazała się “aborygeńska” w 10%. Pozostałe 90% to park rozrywki, w którym grupa wyblakłych ludzi stanowiła dodatkową atrakcję dnia (dlatego dziwie się, że nie odstaliśmy zniżki na bilet lub jakiegoś red bulla by nie zabrakło nam sił na wygibasy). Powodem do fotografowania naszej grupy było np zjazd po wodnej zjeżdżalni bez pelerynek przeciwdeszczowych (co dla nas nie ukrywam było największą frajdą). Dlatego będąc przemoczonym do suchej nitki postanowiliśmy…. zjechać jeszcze raz by móc partycypować w wyborach miss mokrego podkoszulka ( niestety i tym razem nie udało mi się wygrać zajęłam jednak zaszczytne drugie miejsce). Wycieczkę zaliczyłabym do bardzo udanych gdyby nie indyjska rodzinka, której wszystko się pomyliło a zwłaszcza godzina i miejsce spotkania (%&!#$%). W parku mieliśmy możliwość obejrzenia również występu aborygenów (oczywiście w języku chińskim) oraz spróbowania tubylczego jadła (ryż z czymś zapiekany w bambusie). Po wskazaniu paluszkiem bambusa pan sprawnie naruszał jego konstrukcje za pomocą kija samobija i tak pęknięte drewienko odsłaniało nasz lunch(nie powaliło mnie na kolana).

Po aktywnie spędzonym na karuzelach, rollercosterach, stacji kosmiczne, jurassic parku, przedpołudniu udaliśmy się na rejs po jeziorze “Sun Moon Lake” wcześniej zaopatrując się w Tajwański specjały. Podczas rejsu mieliśmy okazję zobaczyć występ “spóźnionych osób”, które za karę zatańczyły i zaśpiewały tutejszy hicior, do którego oglądnięcia serdecznie zapraszam:

MÓWIENIE PO CHIŃSKU

Wraz z kolegami ze Szwajcarskimi kolegami Stefanem i Vinzentem (musia.łam wsta,wić ich imi*ona bo wiem, że prób^ują tłumacz.yć mojego bloga:P) staramy się używać chińskiego w sklepie oraz na stołówce niestety z marnym skutkiem. Po wypowiedzeniu chińskiego zdania “Poproszę kawę” następuję konsternacja ze strony interlokutora, który szuka wśród dość limitowanej ilość angielskich słów, dźwięków odpowiadających tym wypowiedzianym przez nas. Podejście numer 2 zwykle jest już po angielsku, gdzie po krótkiej chwili ciszy następuje przeciągłe “aaaaaaa” oznaczające zrozumienie naszej prośby.

Jednak nie tylko my napotykamy na barierę językową działa to również znakomicie w drugą stronę. Dzisiaj podczas lekcji chińskiego jeden z naszych kolegów zapytał się naszej lao szi (nauczycielki) jak jest po chińsku fasola – bean (przyp. red.). A dialog ten miał następującą formę:

A: How to say bean in English?

B: What Mercedes Benz??

Nie muszę mówić, że wytłumaczenie o co nam chodzi zajęło im kilka minut (ja w tym czasie zwijałam się ze śmiechu pod ławką).

CIEKAWOSTKI O ROŚLINKACH i ZWIERZĘTACH (TAJWAŃSKA ODMIANA LEŚNYCH SSAKÓW ZWANA PRZEZE MNIE SSAKI OKIENNE)

Tajwańczycy podobnie jak inne nacje mają przy swoich domkach i domeczkach ogródki jeżeli przez ogródek rozumiemy miejsce do uprawy roślin. Mają one formę mini bagienek (kilkanaście, kilkadziesiąt m2), w których uprawiają ryż i ryżo podobne rośliny. Jednym z ładniejszych widoków stanowią kwiaty w tysiącach kolorów i odmian. O każdej porze roku można spotkać kwitnące kolorowe kwiaty często również pachnące. Dość mocno rzucającą się w oczy rośliną(ze względu na ich ilość)  jest pewien gatunek palm, którą hoduje się dla wspomnianych już odurzających orzeszków zwanych betel nuts. Owe orzeszki sprzedawane są przez panie zza szklanych szyb, który oprócz sprzedaży orzeszków dostarczają również innego rodzaju usług. Ze względu na to, że azjaci mają bardzo delikatną skórę nie ciężko zorientować się czy dana pani ma wielu klientów czy nie wystarczy policzyć ilość siniaków na jej kolanach i wszystko staje się jasne. Dla zainteresowanych przesyłam link z informacją o tym specyfiku http://en.wikipedia.org/wiki/Betel_nut_beauty.

WEEKEND

Weekend w przeciwieństwie do studenckich realiów w Polsce nie ma 7 dni a w moim przypadku co dwa tygodnie nie ma go prawie w ogóle (w soboty co 2 tyg mam zajęcia od 9-17). Ten tydzień należy do tych lepszych dlatego też mam zamiar należycie go też spędzić a w planie min piątkowa impreza w rytmach (latino pierwsza moja impreza odkąd jestem na Tajwanie). W sobotę wycieczka do ciepłych źródeł co by wygonić szatana z organizmu (po imprezie”all you can drink” jest to bardzo wskazane) i oczywiście nauka, o której nie da się tutaj zapomnieć.

Napiszę coś znowu za kilka wrażeń:)

PS: Zagadka na dziś jaka piosenka (w wykonaniu skośnookiego boys bandu) króluję na azjatyckich listach przebojów.

Kategorie:Hsinchu

Tajwan?! Jaki Tajwan?

Marzec 19, 2010 2 uwag

Na stwierdzenie jak tam na Tajwanie przychodzi mi jedna odpowiedź “Tajwan?! Jaki Tajwan? przecież tu jest całkiem normalnie”. Nasze wyobrażenie o dalszych kraja azjatyckich jest odmienne od rzeczywistości a może to ja jestem już spaczona swoimi podróżami, pomieszkiwaniami w różnych krajach. Przyczyna może jednak leżeć w dość prozaicznej kwestii zwanej bardzo ogólnie globalizacją. Rozwój internetu, masowych środków przekazu a wraz z nim usprawniony przepływ informacji sprawia, że coraz mniej rzeczy w życiu nas potrafi zachwycić czy zaszokować. Nie znaczy jednak, że nic się tu nie dzieje i nie mam wam już co opisywać:)

JĘZYK

W stosowaną przeze mnie dotychczas mowę ciała zaczynam wplatać pojedyncze słowa, frazy języka chińskiego i ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że na stołówce ludzie mówią po “angielsku”. Trzeba jednak uważać na osoby “mówiące” po angielsku, które lubują się w wypowiadaniu słowa “yes”. Dlatego wszędzie należy stosować zasadę dwóch pytań a brzmi ona mniej więcej tak.

Pytanie nr1. “Czy ta droga prowadzi do zabytku X” Odp: “yes” Gdzie po takiej odpowiedzi każdy z 100% pewnością udałby się we wskazanym wcześniej kierunku. Jednak ta technika zawodzi w 99% przypadków wówczas stosujemy naszą zasadę “dwóch pytań”.

Pytanie nr 2 “Czy ta droga prowadzi do zabytku X czy do Y” jeżeli na tak zadane pytanie również pada odp “yes” wówczas należy zastosować naszą zasadę w stosunku do kolejnej napotkanej osoby.

Poziom języka angielskiego większości osób tutaj ukazuje ta oto zabawna historyjka:

“TANJOOBERRYMUTTS”…

By the time you read through this YOU WILL UNDERSTAND

“TANJOOBERRYMUTTS”…and be ready for China . Or is it India?

Now, here goes…

The following is a telephonic exchange between maybe you as a hotel guest and room-service today……

Room Service : “Morrin. Roon sirbees.”

Guest : “Sorry, I thought I dialed room-service.”

Room Service: ” Rye . Roon sirbees…morrin! Joowish to oddor sunteen???”

Guest: “Uh….. Yes, I’d like to order bacon and eggs.”

Room Service: “Ow ulai den?”

Guest: “…..What??”

Room Service: “Ow ulai den?!?… Pryed, boyud, pochd?”

Guest: “Oh, the eggs! How do I like them? Sorry.. Scrambled, please.”

Room Service: “Ow ulai dee bayken ? Creepse?”

Guest: “Crisp will be fine.”

Room Service: “Hokay. An sahn toes?”

Guest: “What?”

Room Service: “An toes. ulai sahn toes?”

Guest: “I…. Don’t think so..”

RoomService: “No?  Udo wan sahn toes???”

Guest: “I feel really bad about this, but I don’t know what ‘udo wan sahn toes’ means.”

RoomService: “Toes! Toes!…Why Uoo don wan toes? Ow bow Anglish moppin we botter?”

Guest: “Oh, English muffin! !! I’ve got it! You were saying ‘toast’…

Fine…Yes, an English muffin will be fine.”

RoomService: “We botter?”

Guest: “No, just put the botter on the side.”

RoomService: “Wad?!?”

Guest: “I mean butter… Just put the butter on the side.”

RoomService: “Copy?”

Guest: “Excuse me?”

RoomService: “Copy…tea..meel?”

Guest: “Yes. Coffee, please… And that’s everything.”

RoomService: “One Minnie. Scramah egg, creepse bayken, Anglish moppin, we botter on sigh and copy … Rye ??”

Guest: “Whatever you say.”

RoomService: “Tanjooberrymutts.”

Guest: “You’re welcome”

Remember I said “By the time you read through this YOU WILL UNDERSTAND ‘TANJOOBERRYMUTTS’ …… and you do, don’t you??!!

TRENINGI

Pierwszy tydzień treningu za mną i nie powiem lekko nie było. Zakwasy utrzymujące się 4 dni nie zachęcały do kolejnego wysiłku jednak satysfakcja jaką człowiek ma “po” jest tego warta. Oprócz, biegów, przysiadów, pompek, kicania z rączkami na karku, wypadów, brzuszków, ćwiczeń kręgosłupa to nie robimy nic specjalnego. Chociaż i tak czuje, że po 3 miesiącach tak intensywnych treningów będzie ze mnie Robokop tym bardziej, że nie mam zamiaru porzucić gry w “kometkę”:P Po wczorajszym treningu miałam tak zmęczone mięśnie, że padłam od razu do łóżka. W pewnym momencie leżąc i oglądając film dostałam takich dziwnych skurczy niby nie czułam bólu a nogi mi się tak dziwnie poruszały. Te dziwne skurcze mojego ciała meteorolodzy zarejestrowali jako trzęsienie zmieni o sile 4,7 w epicentrum. Nie ma to jak mieć dobre schizy:P

WYCIECZKA

Nastała piękna czerwcowa pogoda (to te dni kiedy wydaje ci się, że paseczki w japonkach mają za dużo materiału:P Postanowiliśmy więc skorzystać z uroków lata wybierając się na wycieczkę do Aborygen Village (połączonej z parkiem rozrywki) oraz Sun Moon Lake, którą (ku braku zaskoczenia wielu osób) współorganizuję. Początkowo miała to być kameralny wypad 6 osób ostateczny rozmiar to duży 40 osobowy autokar. Relacja wraz ze zdjęciami już w niedzielę!

KUCHNIA

Jak jest głód po chińsku??? Odp: “e”, które dla nas brzmi jak stęknięcie “eee” i wcale nie oznacza zamiaru jedzenia a wręcz przeciwnie. Ale to tak na marginesie. Większość potraw mięsnych jest przygotowywana na sposób pikantno-słodki niezależnie od tego czy mięso (ryba lub zmielone krewetki) są w panierce czy nie. Ostatni mój panierowany kotlecik, który zamówiłam posypany był kolorową posypką na ciasteczka i polany lukrem widok niezapomniany, smak również! Z upolowanych przeze mnie ostatnio rzeczy w supermarkecie spróbowałam dotychczas: suszonych rybek (ponoć dobrych do piwa), przekąskę w postaci suszonych wodorostów (o smaku pikantnym przypominającym nieco zieloną gąbkę do naczyń), guavę, papaję i zielone chińskie śliwki, ciasteczka z czarnym sezamem i mrożoną herbatę z marakuii.

PS: Zastałam poproszona o małe wystąpienie na festynie z okazji rocznicy uczelni. Moje zadanie polegałoby na opowiedzeniu o tym co sądzę o tajwańskich mężczyznach, jaki typ faceta lubię itp. Po czym miałabym rzucić piłkę w zebraną pod sceną męską część publiczności kto złapie poszedłby ze mną na kolację fundowaną przez uczelni!!  Na scenie ma być kilka tajwańskich dziewczyn oraz ja i wietnamka (o azjatyckiej urodzie) jako reprezentacja obcokrajowców. Wszyscy będą się więc zastanawiać co ta biała tam do jasnej anielki robi. A znając poziom strachu przed białymi kobietami nikt nie złapie mojej piłki:(. Oczywiście nie zgodziłam się:)

PPS: Kupiłam aparat.


Kategorie:Hsinchu

Dragon Boat

Marzec 12, 2010 8 uwag

WHAT THE HELL IS DRAGON FESTIVAL.

Dobry humor powrócił (głównie za sprawą zmiany pogody) i  miejmy nadzieję, że rozgości się na dobre. Przypadkowo (jak większość dzieci w Polsce) udałam się dzisiaj na spotkanie grupy, która będzie brała udział w konkursie podczas festiwalu Dragon Boat. Konkurs ten będzie polegał na jak najszybszym pokonaniu dystansu 500 metrów wiosłując w rytmie wyznaczonej uderzeniami w bęben (kojarzącej się niektórym z wolniejszym bitem muzyki techno) w łódce przypominającej wyglądem smoka. Niestety chętnych jest więcej niż miejsc na łódce (16 wiosłujących, jeden wybijający, 1 sterujący i jeden łapiący flagę:P) dlatego też postanowili zredukować liczbę chętnych badając ich zaangażowanie w przygotowania do zawodów. Zaangażowanie mierzone jest ilością godzin spędzonych na treningach, które będą odbywać się 3 razy w tygodniu po 3 godziny:P Chciałam trochę ruchu teraz będę do niego zmuszona ale twardo walczę o miejsce w grupie co najwyżej przepłacę to zrzuceniem kilku kilogramów – no trudno niech stracę:). Pierwszy trening w poniedziałek, finał w czerwcu trzymajcie więc za mnie kciuki.

DZIWÓW ODCINEK PIERWSZY

Tajwańczycy uwielbiają pieczątki. Każdy obywatel wyspy posiada swoją pieczątkę, która w życiu codziennym zastępuje mu podpis np. na dokumentach bankowych. Pieczątki można również spotkać w każdym miejscu gdzie coś się dzieje np: wystawa Van Googla czy też w okolicy jakiejś świątyni lub w miejscach gdzie przeważnie nic się nie dzieje (chyba, że ktoś komu ukradnie pałeczki do ryżu) czyli na dworach. Wiele osób ma specjalne zeszyciki na pieczątki z cyklu “tu byłem”.

Oprócz grających śmieciarek, które raczą nas “Odą dla Elizy” Ludwiga Van Beethovena. Auta dostawcze przy cofaniu grają ostrzegawczą piosenkę znaną wszystkim jako “Lambada”. Gdy dwa te pojazdy spotkają się na drodze mam do czynienia z zetknięciem się świata rozrywki i powagi:) Gdyby jednak ani oda ani lambada nie obudziły cię w godzinach porannych uczelnia zafundowała studentom dzwonki na lekcję i przerwę, które od 6 rano rozbrzmiewają co jakiś czas. Mi na szczęście nie przeszkadzają bo przecież nie obudzi mnie taki dzwonek skoro trzęsienie ziemi nie mogło:P

SAMOCHODY

Po przyjeździe na Tajwan dwie rzeczy rzuciły mi się w oczy po pierwsze to, że większość taksówek (ok 90%) to FORDY po drugie, że tutaj każdy chyba ma lexusa. Hsinchu to dość zamożne miasto (zwane drugą doliną krzemową) gdzie znajduje się mnóstwo przedsiębiorstw z różnych gałęzi przemysłu. Dlatego też ludzi stać na na drogie europejskie/amerykańskie auta typu bmw, volvo, ford itp. Ostatnio na policyjnym parkingu nie było starszego auta niż na oko 2005 i gorszej marki niż mitsubishi (obok stał lepszy model toyoty i bmw). Wśród tajwańczyków i tak najpopularniejszym środkiem transportu pozostaje skuter, których na drogach jest tysiące.

CENY

Jakby to powiedziała Marysia K. (pozdrawiam) szału nie ma dupy nie urywa. Oczywiście przyjechałam tu z zamiarem obkupienia się w elektronikę gdzie byłam przekonana, że tutaj nie dość, że mają MP5 i aparat z wykrywaczem metali to jeszcze będzie on w cenie miseczki ryżu. To samo wyobrażenie miałam w stosunku do ubrań, które sądząc po cenach są szyte w Europie! Porównując je np z cenami jedzenia relacja ta jest mocno niekorzystna. Więc nie prześlę zgodnie z obietnicą kontenera z japonkami:)

Zagadka dot śniadania nadal nierozwiązana. Odpowiedź jest prostsza niż myślicie a nagroda oczywiście zostanie wręczona. A oto pytanie na dziś “Jaki rodzaj węża można spotkać na Tajwanie”?

PS: Język chiński nie ma gramatyki jako takiej.

PPS: Moje chińskie imię to MAI FAN GE:P

PPS: Odkryłam, że mleko z zarodków ryżowych nie jest wcale takie złe:)

PPPS: Mój tajwański numer to 00886 919481413.

Kategorie:Hsinchu

Shuttlecock team

Marzec 10, 2010 5 uwag

SPORT

Jak zwykle tytuł kolejnego odcinka z serii Co MAJą na Tajwanie nieprzypadkowy. Obcobrzmiąca jednoznacznie kojarząca się nazwa ShuttleCOCK to w wolnym tłumaczeniu “lotka” jaką używamy do grania w badmintona. Staramy się kultywować tradycję gry w badmintona i wraz z Marysią, Robertem i Pranayem chodzimy pykać w kometkę (2 razy w tygodniu). Niestety biegania nie udało mi się rozpocząć z powodu pogody (złej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy) ale tym razem jest to w 100% uzasadnione. Temperatura na Tajwanie spadała do 10 stopni Celcjusza zarówno na zewnątrz jak i wewnątrz budynku. Cieniutkie ściany, nieszczelne okienka i brak jakiegokolwiek ogrzewania potęgują uczucie zimna. Biorąc pod uwagę fakt, że ilość ciepłych ubrań zabrana z Polski równa jest zeru postanowiłam poszukać alternatywnych źródeł ciepła. Jako że na mężczyzn nie mam co liczyć za termofor służy mi zasilacz to laptopa natomiast ręce ogrzewam za pomocą laptopowego wentylatorka.

WYCIECZKA

W weekend (czyt. łikend) postanowiłam udać się to Taipei w celu podziwiania wystawy Van Googla (Gogha) (tego dziwnego pana z obciętym uchem). Ku mojemu zaskoczeniu muszę przyznać, że Van Gogh nie potrafił rysować twarzy w związku z czym ich nie rysował. Po wyjściu z wystawy udzieliłam dwóch wywiadów (pierwszy się nie nagrał:P) o tym co biały człowiek z bardzo, bardzo dalekiego kraju myśli o wystawie europejskiego! (holenderskiego) artysty (pewnie jak 99,999(9)% ludzi myśleli, że jesteśmy hamerykanami.

W połowie kwietnia wraz z ludźmi z 5 tajwańskich uniwersytetów udaję się na wycieczkę do Penghu (wyspa zwana chińskimi hawajami). Wycieczka ta organizowana jest przez dość ekscentrycznego nauczycie prof. Wu. Jest to osoba, która bardziej spamuje moją skrzynkę niż NZS:P Początkowo nie mogłam jechać na wycieczkę jednak zmienił mi się plan zajęć i okazało się, że te dni mam wolne o czym dowiedziałam się przez maila od prof. Wu, który musiał w tym celu zdobyć informację z mojej katedry! Jaki nauczyciel w Polsce zrobiłby coś takiego?? Mało tego w/w pan opłaca nam nocleg z własnej kieszeni ponieważ jak to ujął w mailu jego umierający ojciec żałował tylko jednej rzeczy, że nie udało mu się pojechać właśnie na ta wyspę. Dodam również, że jest to typ człowieka “kogo ja nie znam jaki to nie jestem zajebisty (że np załatwiłem wam samolot, którego nie ma w rozkładzie)” z drugiej natomiast jest dość skromny i powściągliwy. Jednym słowem BOIMY SIĘ GO:P Przesłana została nam również rozpiska wszystkich atrakcji od świtu do zmierzchu (5:30-19:00) tylko nie wiem do której części mam zaliczyć np. oglądanie spadających meteorytów o 1 w nocy, nocne grillowanie bądź imprezę coś jednak czuję, że nie da on nam pospać za długo. Podczas trwania tego wypadu będzie kręcony film uwieczniający nasze przygody a że liczba uczestników równa się 52 tyle ile kart w talii każdy z nas dostanie kartę ze swoim zdjęciem!?!Każdy mail jest lepszy od poprzedniego. Jednym słowem What The Face?!?!

OBYCZAJE UCZELNIANE i nie tylko

Na zajęciach można jeść, pić, spać i okazywać każdy inny rodzaj braku szacunku np. wychodzenie i wchodzenie kiedy się chce. Każdemu z nas udało się gdzieś uciąć drzemkę w kąciku ale robiliśmy to dyskretnie a nie rozłożeni na całym stoliku w pierwszym rzędzie. Chińczycy mają mnóstwo pozytywnych cech jednak ich nawyki budzą mnie czasami niesmak. Do popularnych zachowań możemy zaliczyć bekanie, siorbania, napychanie buzi jedzeniem, głośne tupanie, szuranie.

Oto przyszedł czas na zagadkę. Co jedzą tajwanczycy na śniadanie? Odpowiedź zostanie odpowiednio nagrodzona.

PS: Na uczelni znajdują się automaty z wodą zimną, ciepłą i wrzącą, z której idę skorzystać bo zaraz tu zamarznę.

Kategorie:Bez kategorii

Powrót do przeszłości.

Marzec 6, 2010 9 uwag

Od dzisiaj będę się starała umieszczać quizy i zagadki żeby zmobilizować was trochę doszukania różnych ciekawych czasem śmiesznych informacji.

Tytuł dzisiejszego wpisu nie jest przypadkowy z dwóch powodów. Po pierwsze nie wiem czy zdajecie sobie sprawę z faktu, że po nowym roku (którego obchody skończyły się w zeszłym tygodniu) nastał rok i tu uwaga…98. Nie 1998 co i tak dla wielu z nas brzmi irracjonalnie a 98. Pierwsza osoba, która napisze wytłumaczenie tego fenomenu dostanie karteczkę z Tajwanu:) Powrót do przeszłości objawia się również w związkach damsko-męskich(co mi osobiście bardzo się podoba). Jako osoba patrząca na owe relacje damsko-męskie dość:P radykalnie pozwolę sobie użyć pewnych porównań do europejskiego stylu ich nawiązywania. Faceci nie ślinią się na widok każdej dziewczyny przechodzącej koło niech a kobiety nie starają się ich do tego zachęcać pozostawiając na sobie elementarne części garderoby. W jaki sposób więc dają oni znać dziewczynie, że im się podoba? W przeciwieństwie do polskiego sposobu polegającego głównie na popisywaniu się przed wybranką (mającym pewnie korzenie w tańcu godowym) próbują im zaimponować w inny sposób: wiedzą, zainteresowaniami, dostępnością itp.

Mam czasami wrażenie, że WSZYSCY ALE DOSŁOWNIE WSZYSCY mają tu dziewczynę/chłopaka niezależnie od tego czy ktoś jest piękny, zgrabny i powabny czy też nie (gdzie w Polsce wiele osób nie ma STAŁEGO partnera/partnerki i nie jest to wcale takie dziwne). Może wynika to z faktu, że nie oczekuję się od kobiety, że będzie ona przeżywała wielokrotny orgazm a od faceta, że będzie spełniał wszystkie jej zachcianki, ponieważ jedyny fizyczny kontakt, na który pozwalają sobie pary na długi czas jest trzymanie się za rączki. Nie trudno poznać kto jest zajęty a kto nie ponieważ ich narodową rozrywką jest owe trzymanie się za rączki, które bywa dość uciążliwe przy mijaniu się w drzwiach lub próbie wyprzedzenia pary na chodniku. Atrybutem chłopaka posiadającego partnerkę jest damska torebka (tym razem ukłon w stosunku do polaków) często biała, różowa bądź biało-różowa z napisem hallo kitty. Chłopcy chcąc pomóc swojej wybrance w codziennych trudach noszą ich torebki co wygląda dość komicznie.

Tyle o przeszłości a teraz z całkiem innej beczki. Wczoraj postanowiłam zrobić pranie i tak jak każdy wydawałoby się normalny człowiek udałam się do pralni (dostępnej w akademiku) wrzuciłam wszystkie ciuchy (posegregowawszy je wcześniej) powciskałam guziczki z chińskimi znaczkami i gotowe. Tajwanka robiąc pranie również je segreguje ale na te do pralki i na te do….. tarki! Jakiż to widok gdy wchodzisz do łazienki a przy umywalkach stoją dziewczynki walcząc z chropowatościami tarki (gdzie przy praniu dość małych majteczek można sobie poharatać paluszki).

Poszłam dzisiaj z moją singapurską współlokatorką na lancz. Jak zwykle zamówiłam 4 chińskie szlaczki dostając kurcika, warzywa i tu was pewnie zaskoczę RYŻ:P Wszystko byłoby okej gdyby w trakcie konsumowania stolik obok nie zajęła pewna rodzinka z dwójką małych dzieci, które jak już zdążyłam się już przyzwyczaić patrzyły na mnie jak na UFO. Ich mama w pewnej chwili wyciągnęła z kieszeni nożyczki w celu…. pocięcia makaronu! Widok zacny a moja mina bezcenna. To tyle na dziś. Piszcie, dzwońcie, informujcie co u was słychać:)

PS: Na Tajwanie nie ma zeszytów w kratkę.

PPS: Tutejsza waluta dolar tajwański posiad mniejszą ilość nominałów niż my: papierkowe 1000, 500, 100 (banknoty większe niż nasze) oraz monety 50, 10, 5, 1.

PPPS: Aparat kupię w przyszłym tygodniu obiecuję!

Kategorie:Bez kategorii

Kolejne dni

Marzec 4, 2010 7 uwag

TRZĘSIENIE ZIEMI

Nie mogę się powstrzymać przed opisaniem tej historii. Wstałam rano (ledwo zwlokłam się z łóżka o 9:50 tłumacząc się nadal zmianą czasu) i rozpoczęłam wykonywanie porannych czynności takich jak włączenie kompa, zrobienie kawy i sprawdzenie poczty. Wśród nadesłanych maili i spóźnionych walentynek znalazł się mail informujący o trzęsieniu ziemi, które miało miejsce po 8 rano tegoż dnia. A co wtedy robiła Maj spała w najlepsze! Nie wiem czy wiecie ale większość trzęsień ziemi to ruchy w prawo i lewo porównywalne z pobytem na łódce więc najwidoczniej zostałam przez nie ululana do snu:P

PRODUKTY SPOŻYWCZE

Udałam się dzisiaj do sklepu w celu zakupu rzeczy, których nie znam i nigdy nie widziałam na oczy. Ku mojemu zdziwieniu nawet na stoisku z owocami miałam ogromny wybór. Więc kupiłam kilka nieznanych mi owoców po czym udałam się na stoisko nabiałowe gdzie zostałam poczęstowana glutowatą substancją szarawego koloru z czarnymi kropkami o smaku orzeszków ziemnych (nie skusiłam się na zakup) za to moim łupem padło mleko z papai (bardzo dobre). W dziale przekąski nie mogłam oprzeć się pokusie pestek z arbuza w sosie sojowym (niestety groszek w czosnku musiałam zostawić na inną okazję). Pełnię szczęścia osiągnęłam gdy odpowiedziałam panu po chińsku na pyt “Czy mam kartę ich sklepu” (odp to: mei you) więc wiele się nie natrudziłam ale pękałam za to dumy.

SPORT

Ci co mnie znają to wiedzą, że ja bez sportu to jak bez ręki więc postanowiłam uprawiać jakąś dziedzinę tutaj:) Jest to wspomniany wcześniej badminton i mam nadzieję, że uda mi się wytrzymać tak do końca. W planie również powrót do biegania, który mam zamiar rozpocząć w sobotę. Może uda mi się w końcu doprowadzić siebie do stanu używalności i zamiast popadać w kolejne kompleksy zaakceptować siebie jako kobietę (bo z akceptacją jako człowieka nie mam najmniejszego problemu).

BADANIA LEKARSKIE

Obowiązkowe i oczywiście w języku chińskim. Więc do pierwszego wywiadu poprosiłam kolegę (singapurczyka mówiącego po chińsku) o tłumaczenie. Wszystko byłoby ok gdyby nie pytania w stylu kiedy miała pani okres (chłopak nie znał akurat tego słowa) w związku z tym rozpoczęło się pytanie ludzi stojących w pobliżu czy ktoś wie co znaczy słowo “okres”. Komuś z daleka udało się przetłumaczyć w końcu to słowo jednak zdążyliśmy tym zamieszaniem zwrócić uwagę na siebie i każdy ze zniecierpliwieniem czekał na odpowiedz. Dzięki temu połowa badających się osób wie kiedy Maj ma okres. Żeby nie było, że tylko wy nie znacie tego sekretu ogłaszam wszem i wobec, że wiekopomna chwila nastąpi za 2 tygodnie:) Kolejny raz udało mi się zwrócić uwagę przy pobieraniu krwi kiedy to żaden z obecnych lekarzy nie umiał się wbić w moje żyły (jakoś w Polsce oddaje krew i nic się nie dzieje) widocznie panowie po raz pierwszy próbowali się wbić w “białe” żyły:). Poddałam się również badaniu lekarskiemu nową metodą “przez kurteczkę” nie ma mowy, żeby stetoskop dotknął nagiego ciała bo to przecież nie wypada.

PLANY WEEKENDOWE

Jutro w końcu jadę zwiedzić centrum Hsinchu gdzie mam zamiar rozglądnąć się za aparatem. Mam nadzieję, że uda mi się go kupić żeby móc również zamieszczać relację zdjęciową. W sobotę niestety mam zajęcia (6 godzin) więc sobie nie poszaleję. Natomiast w niedzielę udaję się do Taipei na wystawę Van Gogh’a z czego mam oczywiście zamiar zdać relację.

PS: Herbata z ryżem o smaku kalafiora nie jest do końca smaczna.

PPS: Chińczycy na weselu jedzą najczęściej zupę z płetwy rekina. Resztę rekina ponoć wyrzucają.

PPPS: Tylko tutaj podczas zajęć psy wchodzą do sali tak o przejść się.

Kategorie:Bez kategorii
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.