Taiwan vs. Korea
Już jakiś czas porzuciłam Tajwan na rzecz Korei jednak duchem jestem nadal w Hsinchu. Za dużo emocji, wydarzeń, fajnych ludzi i pięknych miejsc by tak o zapomnieć o ostatnich kilku miesiącach. Zanim przejdę do opisywania koreańskich przygód powrócę do ostatnich tygodni na Tajwanie.
A dziać się oczywiście działo pomimo galopującej sesji, którą udało mi się zamknąć bez większych sensacji (chociaż wyników jeszcze nie mam i szczerze lata mi to koło … stypendium i tak mieć nie będę). Końcówka była mocno wycieczkowo-imprezowa z obowiązkowym wypadem na wierzę 101 w Tajpej (drugi najwyższy budynek z najszybszą windą na świecie), KTV (karaoke w wynajętym pokoju z all you can eat restauracją i szmuglowanym alkoholem) oraz wycieczkami do Taroko i Hualien( miasto, w którym jest 3-4 trzęsienia ziemi dziennie ale nie wtedy kiedy ja tam byłam). Co można podziwiać na linku znajdującym się na końcu wpisu. Ostatni weekend był bardzo wyczerpujący. W sobotę wróciłam z wycieczki rozczarowana brakiem trzęsienia ziemi i co zastałam burdel w pokoju (ponoć to moja sprawka) walizka pusta (to z pewnością moja sprawka) a tu za 15 h trzeba być na lotnisku wzięłam więc prysznic i…. poszłam na imprezę:P Powrót o 6 rano, dwu godzinny sen plus szybkie pakowanie nie było tym co chciałam robić po imprezie “all you can drink”. Udało mi się to jednak jakoś ze sobą połączyć przywdziałam okulary przeciw kacowe (przeciwsłoneczne) i udałam się taksóweczką na dworzec skąd miałam złapać pociąg na lotnisko. W tzw międzyczasie okazało się iż mój telefon postanowił zastrajkować i zmienił nieco godzinę tzw byłam spóźniona jakąś godzinkę. Poprosiłam więc pana taksówkarza łamaną chińszczyzną o zawiezienie na dworzec. Po drodze zorientowałam sie, że nie mam kasy na lotnisku nie mogłam wybrać pieniędzy z bankomatu. Na szczęście przemiły pan taksówkarz widząc moje zakłopotanie (i/lub stan) postanowiła dać mi małą zniżkę i zamiast 1400 Nt zapłaciłam 900. Dobiegłam do kantorka myśląc sobie, że najgorsze już za mną nic jednak mylnego co złego to zawsze mnie. Podając paszport przemiła pani poprosiła mnie o kartę kredytową, którą płaciłam za bilet. Karta ta znajdowała się mniej więcej na przedprożach |Atlantyku razem z jej właścicielem a moim ojcem więc dupa zbita. Pani grzecznie powiedziała mi, że nie mogę wejść do samolotu na to grzecznie jej odpowiedziałam, że chyba oczadziała. Po długich pertraktacjach, telefonie o 6 rano do mamy z prośbą o przeskanowanie jakiejś karety kredytowej wypuścili mnie z Republiki Chińskiej. Po dwóch godzinach drzemki w samolocie wylądowałam w Seulu.
Mieszkam sobie w mieszkaniu z Koreanką i angielką zaraz koło uczelni wiec poranny transport mojego jeszcze śpiącego ciała zajmuje mi 5 minut. Zajęcia w szkole zaczęły się w poprzedni poniedziałek a zakończą się sesją w skład której wchodzi esej oraz przedstawienie (sztuka, historia, kultura dowolny temat do wyboru. I jak na razie zero pomysłów. Nie wiem kto płaci za tą szkołę letnią ale musi to być baaardzo bogata osoba. Program wypełniony po brzegi różnorodnymi zajęciami i wycieczkami. Nie jestem w stanie opisać wszystkich atrakcji jakie mnie tu spotkały postaram się je jednak wymienić i nieco opisać (pod zdjęciami).
- zajęcia z historii i kultury koreańskiej, na których pan usilnie starał się mnie przekonać, że Konfucjusz absolutnie nie miał na myśli dyskryminacji kobiet ustalając relacje między kobietą i mężczyzną (analogiczną do seniora i wasala) oraz między ojcem i synem (NIE rodzicami i dziećmi bo co niektóre postacie z widocznymi zaokrągleniami z przodu nie były brane pod uwagę). Poza tym zajęcia bardzo ciekawe:)
-Taekkyon – czyli koreańska sztuka walki. Zajęcia bardzo ciekawe przeciwnik pokonany (z powodu nadmiaru śmiechu a nie użycia przemocy fizycznej:P)
- Tworzenie przedmiotów glinianych – garnuszków, obrazków, tabliczek itp
- Teatr NANTA super przedstawienie grane już od 30 lat (mają je również w Europie) Polecam!
- Wycieczka KyeongJu, gdzie oprócz zwiedzania świątyń i grobowców miałam okazję zobaczyć przedstawienie gdzie reżyserem, nareatorem i dźwiękowcem był pan kelner natomiast główną divą pani, która 3 minuty wcześniej przygotowywała dla nas przepyszną herbatę cynamonową.
Wszystkie te atrakcje są przeplatane wizytami w różnego rodzaju restauracjach gdzie miałam okazję spróbować min. korzeń kwiatu lotosu (pyszny). Dopełnieniem wszystkiego są nasze wieczorne wypady na miasto w celach krajoznawczo-rozpoznawczych oraz wypady do baru w celu pozbawienia nas kontroli nad umysłem i ciałem. Piwo mają całkiem niezłe a do piwka zawsze podają różnego rodzaju lokalne przegryzki (np. robaki). Zaczęłam bardziej zwracać uwagę na miejsca, w których jadam ponieważ w części restauracji podaje się mięso psie (mam nadzieję, że nie jadłam jeszcze i z pewnością nie mam zamiaru spróbować. Jutro czeka mnie nauka koreańskiego i kaligrafii oraz urodziny jednego z uczestników szkoły letniej.
CIEKAWOSTKI
Koreańczycy są najlepiej ubranym narodem. Prowadzi to również do pewnej przesady jak np. panie na szpileczkach zwiedzająca park ze świątyniami.
Seul jest dziesiątym największym miastem na Świecie z bardzo dobrze rozbudowaną linią metra. Nie ma tutaj bezdomnych psów (patrz wyżej), kotów i ludzi (ich też jedzą?!?!). Jest bardzo czyste i zadbane. Bardzo wielu Koreańczyków pali papierosy (mam wrażenie, że wszyscy) za to ŻADNA kobieta nie odważy się zapalić na ulicy (Konfucjusz się kłania) dlatego czają się po bramach i bocznych uliczkach. Najpopularniejszy alkohol to soju alkohol bezsmakowy zawierający 19 voltów narazie miałam go okazję spróbować raz w związku z tym nie znam skutków ubocznych:) Jedzenie koreańskie albo jest bardzo dobre albo ohydne. Miałam okazję odkryć kilka ciekawych smaków ( z wyłączeniem kimchy najpopularniejszej przyprawy w Korei, którą próbowałam już na Tajwanie). Kraj pogodowych skrajności w lecie klimat monsunowy (pora deszczowa) gorąco i duża wilgotność w zimie klimat kontynentalny z kilku, kilkunastoma stopniami mrozu.
Dzisiaj tak trochę bez składu ale padam na twarz:) Oto kilka słitaśnych foteczek:
http://picasaweb.google.com/agata.maj/TaiwanVsKorea02#
Widzę, że studiujesz pilnie, powodzenia na egzaminach
(najtrudniej chyba będzie z tym Konfucjuszem
) Do zobaczenia w Polszy!