Strona główna > Bez kategorii > Dragon boat – we win fair, we lose fair, we play fair

Dragon boat – we win fair, we lose fair, we play fair

W ostatniej części napisałam, że jestem zajęta z powodu sesji więc prawdopodobnie nic ciekawego się nie wydarzy. A jednak się wydarzyło więc o zwyczajach i obyczajach chińskich będę musiała napisać kiedy indziej. Nie wiem od czego zacząć bo w mojej głowie nadal siedzi smok i nie pozwala mi zapomnieć o wydarzeniach dnia wczorajszego zacznę jednak od początku.

BAL

Drugi bal w tym roku zaliczony. Tym razem przyszła kolej na Bal studentów międzynarodowych w tym zwykłych, szarych exchangów takich jak ja. Więc ubrałam się w jedyną sukienkę jaką tutaj mam, przywdziałam baletki, kupiłam perły za 20NT i wyruszyłam na podbój parkietu. Na balu były konkursy taneczne, filmiki z życia studenta (bardzo zabawne) i mała kolacyjka w formie bufetu. Wśród specjalności sałatka warzywno-owocowa z majonezem a do picia herbatka lub herbatka z cytryną. Po Balu, który zakończył się ok 23:30 już większa ekipą udaliśmy się nad jezioro w celu kontynuacji imprezy. Konkluzja tego wieczoru nie pasuje do powyższego opisu a brzmi: Psy nie lubią nachos. Nie pytajcie o co chodzi bo to wyższy poziom wtajemniczenia:P

Po balu była już tylko nauka, trening, nauka, trening ale bez przesady:) Udało mi się wyskoczyć po raz ostatni do centrum w celach krajoznawczo-rozpoznawczych.

No i w końcu nadszedł on, ten jeden…..

…..z najfajniejszych dni w moim życiu DRAGON BOAT FESTIVAL.

Zwarci, gotowi na zwycięstwo przywdzialiśmy nasze koszulki, zrobiliśmy rozgrzewkę i ruszyliśmy do boju. 18 śmiałków – 16 wioślarzy, jeden bębniarz, jeden flagowy. Cel – zwycięstwo (w zeszłym roku nasza uczelnia zajęła drugie miejsce przegrywając ze szkołą międzynarodową, która w tym roku miała dwa zespoły). Jak już wspomniałam w poprzednim odcinku byłam bębniarzem. Straszna presja, ciśnienie…. stres na ogromnym poziomie. Do moich zadań należało: wybijanie rytmu, motywowanie ludzi, przypominanie o najważniejszych rzeczach, obserwacja przeciwnika, współpraca z całą drużyną szczególnie osobą nadającą tempo, wydawanie komend poza czasem wyścigu.

..w drodze na pomost wywołują nasz team nasi wierni fani (krzyczą). Nie patrzę na nich ale strasznie mi to pomaga pełna koncentracja. Wsiadamy do łódki, pierwsza komenda “gotowość” odpychają nas, kolejna komenda najgłośniej jak się da: “junbei”, na którą cały zespół odpowiada “sza” czyli walka, śmierć inni tego nie robią ludzie są pod wrażeniem, przeciwnicy czują respekt…

Pierwsze starcie: przeciwnik – międzynarodowa szkoła zespół “A” mocny przeciwnik. Mili panowie z drużyny wyśmiewali się z nas robiących rozgrzewkę ci sami mili panowie gratulowali nam zwycięstwa 5 minut później.

Drugie starcie: przeciwnik – międzynarodowa szkoła “B” mocny przeciwnik – już się nieśmiali- szybko przegrali:)

Starcie trzecie – NTHU sąsiednia uczelnia. To miał być wyścig, na którym mieliśmy oszczędzać energię bo upał był niesamowity 30 stopni bardzo duża wilgotność powietrza jednym słowem dramat. Zaczęliśmy troszeczkę wolniej niż zwykle, środek mega ostro trzymaliśmy tempo i przegraliśmy o 0.1 sekundy. Porażka oznaczała spadek do drugiej grupy. Ten filmik z tego wyścigu jest na moim profilu na facebooku.

Starcie czwarte nie pamiętam skąd byli nasi przeciwnicy ale nazwę ich byki z ameryki bo tak właśnie wyglądali. Ich bałam się najbardziej – wygraliśmy i odzyskaliśmy nadzieję na finał. Długie czekanie na kolejny wyścig ze względu na upał były ciężki, ze względu na zawody stresujący… Puściło mi ciśnienie i pojawiły się łezki. Szybko się pozbierałam bo przecież nie mogą się patrzeć na bębniarza mazgaja.

Starcie piąte – po raz drugi drużyna międzynarodowa B (mocniejsza), raz już pokonana… wsiadamy do łódki nagle podchodzą sędziowie i każą wyjść jednemu z naszych przeciwników, kilka minut rozmowy nie wiadomo o czym. Jak się później okazało nasz El Dictator Oscar prosił o sprawdzenie składu drużyny przeciwnej (podejrzenie o oszustwo). Ruszyliśmy do boju przegraliśmy półfinał co dla nas oznaczało koniec wyścigu. W trakcie tego starcia widziałam twarze wykrzywionych z bólu wioślarzy mimo tego musiałam na nich nadal krzyczeć: eyes guys eyes, power, give me all you’ve got, go, go, go.. Byli lepsi o jedno pociągnięcie wiosła. W drodze powrotnej do bazy widzę ich rozczarowanie, smutek. I wtedy krzyknęłam kilka motywujących zdań, o które siebie nie podejrzewałam. Obowiązkowo po drodze pozdrowienia wiosłem równo, ładnie na komendę, które nota bene później od nas odgapili. To już koniec zawodów ale nie koniec walki.

Nie można przejść obojętnie obok faktu, że drużyna wygrana podmieniła zawodników co oczywiście było niezgodne z przepisami (jak oni nas się musieli bać!!!). Tym samym dostarczyli sobie nowej siły, niewykorzystanych wcześniej zawodników. Pozbieraliśmy wszystkie dowody (filmy, zdjęcia) i poszliśmy do sędziów – byłam pewna, że ich zdyskwalifikują w końcu jesteśmy na Tajwanie w kraju gdzie ludzie są bardzo fair. Nie wiedziałam jednak jak oni to zrobią (bo drużyna rozegrała już kolejny wyścig). Prawie godzinę trwało sprawdzanie protokołów, dowodów itp. I….. dupa. W międzyczasie nawet przyszedł trener tamtych i przyznał się do podmiany ludzi. Na co sędziowie stwierdzili, że jest już za późno (zapomniałam dodać, że tajwańczyk prędzej popełni przestępstwo niż postąpi niezgodnie ze standardowymi procedurami). Tą decyzją przypieczętowali nasze 4 miejsce a tamta drużyna wygrała jednak nikt nam nie przyszedł pogratulować, nie chcieli nam nawet spojrzeć w oczy. Dla mnie jesteśmy moralnymi zwycięscami i duma mnie rozpiera, że mogłam przewodzić taką drużyną!

Mam nadzieję, że skopią im tyłki w przyszłym roku będę im gorąco kibicować.

Dzień zakończyliśmy wieczornym grillowaniem na mojej pożegnalnej imprezie. Kupa śmiechu, pysznego jedzenia przygotowanego przez żeńskie grono grillowiczów, do tego super ludzi i ciekawe rozmowy. Czas ucieka a wraz z nim ja.. Będę tęsknić za moim małym miejscem na ziemi..

Tym samym moi drodzy chciałam podziękować wszystkim czytelnikom. Od przyszłego tygodnia będziecie mogli dowiedzieć się “Co MAJą w Korei” mam nadzieję, że zmiana kraju nie zmniejszy ilości czytających.

Kilka zdjęć ostatnich dni:

http://picasaweb.google.pl/agata.maj/TheBestWeekEver?feat=email#

PS: Udało mi się nawet pojawić w telewizji AlJazzera wraz z całą wspinaczkową ekipą (ostatnie kilka sekund)

Kategorie:Bez kategorii
  1. Marysia
    Czerwiec 18, 2010 o 2:36 pm | #1

    Skopiemy im tyłki, a jakże!

  1. No trackbacks yet.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.