Strona główna > Penghu/Hsinchu > Pechowy miesiąc..

Pechowy miesiąc..

Kwiecień plecień co przeplata trochę zimy, trochę lata i przykrych wydarzeń… Wszystko jak na złość skumulowało się w tych 30; rozbity samolot, wulkan, poważna choroba bliskiej mi osoby, zerwanie zaręczyn przez (byłego już) narzeczonego mojej współlokatorki no i mój mały skromny wypade:/ Na pytanie co mi się stało odpowiadam zazwyczaj historyjkami bagatelizującymi przecięte ścięgno i 9 szwów na mojej lewej dłoni:

Historia 1. Wersja dla nauczycieli i studentów zarządzania operacyjnego: “Chciałam sprawdzić empirycznie pojemność, użyteczność, jakość i koszty poszczególnych etapów całego procesu leczenia i tym samym zdiagnozować “wąskie gardło” będące podstawą usprawnienia szpitala Mackey w Hsinchu.

Historia nr 2. Wersja dla ludzi, których nie zaszczyciłam swoją obecnością na grillu a którzy mieli okazję spróbować sałatki z krwawiącym sosem:P Starałam się im wytłumaczyć, że ten wieczór chciałam spędzić w bardziej wykształconym towarzystwie. Wystarczającym pretekstem do spędzenia piątkowego popołudnia i wieczoru z lekarzami było zwykłe przecięcie ręki. Jednak już po krótkiej chwili pobytu w szpitalu zatęskniłam za grillowiczami chociażby ze względu na brak znajomości angielskiego przez 90% personelu w szpitalu oraz rachunek jak dostałam na koniec tej imprezy.

Historia nr 3 długo utrzymywana w tajemnicy co by uniknąć reakcji “znowu”:) Zawsze marzyłam o tym by zostać “mistery shopperem” modląc się o to miałam jednak na myśli sklepy, hotele, bądź restauracje ale chyba ktoś w niebie mnie źle wysłuchał albo nie było wolnych wakatów i przez pomyłkę dostałam szpitale.

Podsumowując wydarzenie:

- nigdy więcej nie będę przygotowywać jedzenia na grilla (nierealne ale pomarzyć dobra rzecz:))

- poziom obsługi szpitala na Tajwanie przebił Belgię nie mówiąc już o Polsce

- lewa ręka unieruchomiona na 6 tygodni po czym czeka mnie mała rehabilitacja więc pożegnałam się wiosłowaniem na zawodach (staram się o pozycję rozdawacza napoi i ręczników ale nie wiem czy mnie przyjmą:P). Na początku jednak nie było mi z tą wiadomością do śmiechu… No ale life is life

- żadne unieruchomienie ręki nie przeszkadza mi w atakowaniu pod koniec maja największego szczytu Tajwanu (Yushan 3952 m n.p.m) oraz dalszego uczestnictwa w treningach (w tym miejscu pozdrawiam lekarzy i rodziców:))

WYCIECZKA ROWEROWA

Kilka wspomnień sprzed wypadku:) Korzystając z beznadziejnej pogody w weekend (bo tu tak jak w Polsce piękna pogoda jest od poniedziałku do piątku) udaliśmy się (Polka, Szwajcar, Singapurczyk) na wycieczkę rowerową trasą wzdłuż wybrzeża. Zaraz po tym jak wypożyczyliśmy rowery (9 zł za cały dzień plus woda i popcorn gratis – tajwanczycy są bardzo mili ale czasami zapominają zarabiać pieniądze:)). Deszcz padał coraz mocniej. Udaliśmy się więc na targ rybny gdzie miałam okazję zobaczyć ryby i skorupiaki każdej wielkości i we wszystkich kolorach (dołączam kilka zdjęć). Po dwóch godzinach biesiadowania zorientowaliśmy się, że deszcz nie przestanie padać więc po zakupie ekshibicjonistycznych pelerynek wyruszyliśmy w 40 km trasę. Daliśmy radę mimo, że nasze rowerki były zrobione na metr dwadzieścia(przy max położeniu siodełka) co przepłaciliśmy bólem kolan i dupska. Kolega singapurczyk po raz pierwszy miał okazję wybrać się z dwoma “białymi” więc ubaw miał po pachy.  Popłakał się ze śmiechu kiedy “spowodowaliśmy” dwa wypadki na drodze. Z powodu zagapienia na białogłowych jedna z osób walnęła w słup druga zderzyła się ze ścianą. Na koniec dnia zafundowaliśmy sobie sok z arbuza i trzciny cukrowej nic dodać nic ująć rewelka.

PENGHU chilly tajwańskie Hawaje

Wraz z ok 60 osobami udaliśmy się na wycieczkę zorganizowaną przez jednego z moich zwichrowanych nauczycieli. Hawaje to to z pewnością nie były ale sporo ładnych miejsc i fajnych wrażeń. Począwszy od kupna polskich ciasteczek na lotnisku skończywszy na “chodzeniu na dnie morza”.

Zostaliśmy zakwaterowaniu w 5* hotelu( za który nie płaciliśmy ani grosza), pokój jak marzenie, taras z huśtawką, widok na morze cud, miód i orzeszki z małym wyjątkiem w dwuosobowym pokoju mieszkało 7 dziewczyn. Biorąc pod uwagę to, że plan wycieczki był bardzo napięty i od świtu do nocy zaplanowany. Ciężko było po nocnej integracji wstać o 5:40 żeby zając sobie kolejkę do łazienki. Na szczęście ja wchodziłam ostatnia więc mogłam spokojnie spać do 6:40:P

Pierwszego wieczoru na grillu każdy musiał się przedstawić na podstawie prezentacji wysłanej wcześniej i wszystko byłoby dobrze gdybym zamiast “If you have any problems…” powiedziała “I you have any questions..” Wszyscy byli bardzo poważni a to była przecież gafa z serii “możecie się śmiać z biednej polskiej dziewczynki”. No nic, problemów widocznie żadnych nie mieli:P

Zwiedziliśmy kilka wysp, pomiędzy którymi przemieszczaliśmy się łódkami chociaż mogłabym to bardziej porównać do jazdy na rollercosterze. Nie wszyscy podzielali mój entuzjazm i większość przesypiała całą podróż. Pierwszy obiad udało nam się zjeść na pływającej platformie. Ostrygi “all you can eat” and we can eat many:P Po napełnieniu brzuszka przywdziałam kamizelkę ratunkową i poszłam łowić ośmiornicę, płaszczki i rekiny (bez komentarza:)). Jedna z ośmiornic zjadła mój identyfikator, który widocznie jej nie smakował bo oblała mnie później wodą. Pogoda pierwszego dnia nas nie rozpieszczała ale zmagania z wiatrem były dość fajną przygodą.

Różnica dobowych pływów była bardzo duża w związku z tym w nocy mogliśmy swobodnie pójść kilkaset metrów w głąb morza. Po “drodze”- dnie napotkaliśmy farmę ostryg, która w ciągu dnia jest pod wodą. Trzeba było uważać żeby nie nadepnąć na rozgwiazdy które były porozrzucane co ok metr. Jako, że nie grzeszyliśmy już trzeźwością szukaliśmy kopulujących rozgwiazd o jak największej liczbie uczestników.

O byczeniu nie było mowy wszystko co do minuty zaplanowane. Atrakcji co niemiara najpiękniejszy pokaz sztucznych ogni w życiu (o głowę przebijał całonocny pokaz w Ketning) a wiedzcie, że chińczycy potrafią! Oprócz przyjemności jako studenci zarządzania musieliśmy ruszyć troszkę głową podczas spotkania z rządem tej wyspy. Kilka osób przedstawiało swoje pomysły na temat promocji odwiedzanych przez nas miejsc w tym – jak pech to pech – ja. Na zdjęciu możecie zobaczyć jak uśpiłam słuchaczy:P W ramach podziękowań za nasze sugestią zaprosili nas na kolację do luksusowego hotelu gdzie dane nam było spróbować wiele baaaaaardzo smacznych potraw ( w tym po raz pierwszy meduzę) oraz wypić kilkanaście kolejek “Gambei” co oznacza “na exa” czyli do dna albo jak kto woli na hejnał:) Na początku się dziwiłam czemu do piwa dostajemy takie małe szklaneczki (literatki) ale po paru gambejach zrozumiałam czemu są takie małe:P Dobry humory nie opuszczały nas przez cały wyjazd co możecie zobaczyć na zdjęciach.

http://picasaweb.google.pl/agata.maj/PenghuHsinchu#

Zachęcam do czytania podpisów pod zdjęciami:)

Zaraz wybieram się na spotkanie z ludźmi z wycieczki dlatego wypad do Taipei opisze później.

Bardzo gorąco wszystkich pozdrawiam i czekam na wieści z Polski!


Kategorie:Penghu/Hsinchu
  1. Edi
    Maj 8, 2010 o 9:25 pm | #1

    Gdyby kuska nie skakała to by nóżki nie złamała ;)

    Jak możesz to pisz krótsze posty, ale częściej.

  2. Maj 14, 2010 o 12:39 pm | #2

    popieram apel o częstsze teksty,mam nadzieję,że z ręką będzie ok,tylko zawodów szkoda..

  1. No trackbacks yet.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.